Przyznam, że lubię superbohaterów, ale Kapitan Ameryka moim zdaniem jest najbardziej żenującym i śmiesznym ze wszystkich jakich miałam okazję oglądać w kinach.
Przede wszystkim wygląda Kapitana Ameryki jest mało poważny i nie wzbudza respektu. Ubrany w rajtuzy w kolorze amerykańskiej flagi z wielkim talerzem nie wzbudza mej sympatii ani zaufania. Zdecydowanie lepiej prezentował się Hulk, jego postać była ciekawsza o stokroć, a tu nie będzie go nawet przez chwilę.
Dodatkowo tytułowy Zimowy żołnierz to bardzo tajemnicza postać w oryginale. Jak można było w opisach dystrybutorów napisać, że jest on przyjacielem Kapitana Ameryki? Przecież to spojler jakich mało.
Mało tego producenci znów postanowili zrobić Kapitana Amerykę z polskim dubbingiem, czego niestety nie da się oglądać. Ciekawe czy w kinie Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz będzie także do obejrzenia w wersji z napisami.
niedziela, 23 lutego 2014
Co najbardziej lubimy w Spider-Manie?
Czy zastanawialiście się skąd bierze się ogromna superbohaterów takich jak Spider-Man? Jak to się stało, że Niesamowity Spider-Man podbił serca fanów na całym świecie, a jego popularność nie maleje? Jak to możliwe, że śmieszny chłopak ze śmieszną ksywką jaką jest Spider-Man staje się bohaterem dla wielu młodych chłopców, którzy marzą o tym aby stać się takim jak on?
Wydaje mi się, że ludzie uwielbiają takich superbohaterów jak Spider-Man, bo podświadomie się z nimi identyfikują. W końcu Peter Parker był całkiem zwyczajnym chłopakiem. Mało tego był raczej popychadłem w szkole i nie miał szans u dziewczyny, która mu się podobała. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Był człowiekiem całkiem przeciętnym i skromnym, co wzbudzało sympatię wśród publiczności.
Niespodziewanie stał się Spider-Manem, po tym jak ugryzł go zmutowany genetycznie pająk. Czyli nie ma tu mowy o ciężkiej pracy przy dochodzeniu do formy, tylko czysty łut szczęścia sprawia, że nasz Peter Parker staje się nieustraszonym Spider-Manem. Czyż to nie jest cudowne? Bardzo pobudza wyobraźnię i na chwilę daje nam możliwość oderwania się od szarej rzeczywistości, gdzie do wszystkiego musimy dochodzić ciężką pracą.
A Wy za co kochacie Spider-Mana?
Wydaje mi się, że ludzie uwielbiają takich superbohaterów jak Spider-Man, bo podświadomie się z nimi identyfikują. W końcu Peter Parker był całkiem zwyczajnym chłopakiem. Mało tego był raczej popychadłem w szkole i nie miał szans u dziewczyny, która mu się podobała. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Był człowiekiem całkiem przeciętnym i skromnym, co wzbudzało sympatię wśród publiczności.
Niespodziewanie stał się Spider-Manem, po tym jak ugryzł go zmutowany genetycznie pająk. Czyli nie ma tu mowy o ciężkiej pracy przy dochodzeniu do formy, tylko czysty łut szczęścia sprawia, że nasz Peter Parker staje się nieustraszonym Spider-Manem. Czyż to nie jest cudowne? Bardzo pobudza wyobraźnię i na chwilę daje nam możliwość oderwania się od szarej rzeczywistości, gdzie do wszystkiego musimy dochodzić ciężką pracą.
A Wy za co kochacie Spider-Mana?
środa, 19 lutego 2014
Obrońcy Skarbów - słodycz ponad miarę
Hej. Co u Was słychać? Ja właśnie wróciłam z shoppingu i trochę jestem zmęczona, ale od jakiegoś czasu planuję napisać parę słów o filmie Obrońcy Skarbów, który obejrzałam w tym tygodniu.
Film opowiada o grupie żołnierzy, którzy kradną dzieła sztuki w celu uchronienia ich przed zniszczeniem. Cóż muszę przyznać, że zawiodłam się na tym filmie. Jest to typowo amerykańska produkcja, czyli pełna patosu i przesady. Jest tego tak dużo, że widz niejednokrotnie w czasie seansu czuje zażenowanie.
Dziw bierze, że na udział w filmie zgodził się Matt Damon, który ma na swoim koncie wiele lepszych produkcji.
Postaci w Obrońcach Skarbu są bardzo określone i proste. Każdy bohater reprezentuje jakiś konkretny typ i nie wychodzi zupełnie ponad to, przez co nie ma mowy o realizmie w tym filmie.
Clooney nie zrobił nic ponad konwencję, co mogłoby zainteresować widza.
Podsumowując film jest zdecydowanie zbyt przesłodzony. Jestem mocno zawiedziona, nie skreślam jednak Clooney'a jako reżysera, bo miał już w swym dorobku lepsze filmy, a jeszcze dużo przed nim.
Film opowiada o grupie żołnierzy, którzy kradną dzieła sztuki w celu uchronienia ich przed zniszczeniem. Cóż muszę przyznać, że zawiodłam się na tym filmie. Jest to typowo amerykańska produkcja, czyli pełna patosu i przesady. Jest tego tak dużo, że widz niejednokrotnie w czasie seansu czuje zażenowanie.
Dziw bierze, że na udział w filmie zgodził się Matt Damon, który ma na swoim koncie wiele lepszych produkcji.
Postaci w Obrońcach Skarbu są bardzo określone i proste. Każdy bohater reprezentuje jakiś konkretny typ i nie wychodzi zupełnie ponad to, przez co nie ma mowy o realizmie w tym filmie.
Clooney nie zrobił nic ponad konwencję, co mogłoby zainteresować widza.
Podsumowując film jest zdecydowanie zbyt przesłodzony. Jestem mocno zawiedziona, nie skreślam jednak Clooney'a jako reżysera, bo miał już w swym dorobku lepsze filmy, a jeszcze dużo przed nim.
wtorek, 18 lutego 2014
Witaj w klubie - Czy wart poświęcenia?
Oglądając zwiastuny filmu Witaj w klubie pierwsze nad czym się zastanawiam to czy scenariusz filmu był aż tak dobry, że aktor tej rangi co Mathew Mcconaughey zdobył się na tak duże poświęcenie. Aktor schudł bowiem 20 kg i wyglądał na prawdę niezdrowo. Takie sytuacje oczywiście mają miejsce, przykładem jest Christian Bale, który także drastycznie schudł do roli w filmie "Mechanik".
Film ma zatem rewelacyjną kampanię reklamową już teraz, za sprawą wychodzonego Mathew Mcconaughey, bo wszystkie media na całym świecie o tym trąbią.
Cóż mam nadzieję, że film był rzeczywiście tego wart. Na pewno się na niego wybiorę. Nie chciałabym aby była to kolejna historia o śmiertelnie chorym człowieku i jego cierpieniu. Liczę, że film będzie niósł ze sobą znacznie więcej i pozwoli z innej strony spojrzeć na chorobę. Tego jednak nie wiem, przekonam się 14 marca 2014.
Co prawda film miał już swoją premierę na świecie dość dawno, ale nie będę sobie psuć seansu czytając recenzje. Jak tylko obejrzę Witaj w Klubie od razu zdam relację.
Film ma zatem rewelacyjną kampanię reklamową już teraz, za sprawą wychodzonego Mathew Mcconaughey, bo wszystkie media na całym świecie o tym trąbią.
Cóż mam nadzieję, że film był rzeczywiście tego wart. Na pewno się na niego wybiorę. Nie chciałabym aby była to kolejna historia o śmiertelnie chorym człowieku i jego cierpieniu. Liczę, że film będzie niósł ze sobą znacznie więcej i pozwoli z innej strony spojrzeć na chorobę. Tego jednak nie wiem, przekonam się 14 marca 2014.
Co prawda film miał już swoją premierę na świecie dość dawno, ale nie będę sobie psuć seansu czytając recenzje. Jak tylko obejrzę Witaj w Klubie od razu zdam relację.
piątek, 14 lutego 2014
Ona
Idę właśnie do kina na film "Ona". Zapowiada się bardzo ciekawie i zbiera dobre oceny, tak więc myślę, że będzie idealny na walentynkowy wieczór.
Film opowiada historię pisarza, który zakochuje się w swoim nowo nabytym systemie operacyjnym.
Brzmi całkiem interesująco. Dam znać jak wrócę.
Witam
Na tym blogu będę pisać o filmach na bieżąco. Nie spodziewajcie się jednak profesjonalnych recenzji, bo będę pisać co myślę, bez zbędnego nadęcia. Nie potrafię pisać zbyt błyskotliwie i nie mam lekkiego pióra, więc proszę o wyrozumiałość :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
